Vacation

Today no review – I’m on vacation :). Instead, I prepared a short list of recommended summer readings 😉

For when you have lots of time and still some inquisitiveness in you, after frying in the sun and drinking alcoholic beverages all day, or else taking care of overactive children (all in all, highly improbable, but whatever :P):

Robert A. Heinlein, The Moon is a Harsh Mistress (1966) – a classic sf tale, hard sf, with some landmark ideas of Heinlein and judged among his best works. An inexhaustible source of inspiration for literal hordes of writers and a must-read for every sf fan. Warning: demanding!

Heinlein_The Moon

Continue reading “Vacation”

Patricia Briggs, Dead Heat (2015)

dead_heatDead Heat is the fourth, newest novel-length installment in the Alpha and Omega series by Patricia Briggs. Briggs is a solid name in the modern urban fantasy field. She can tell an engaging, compelling story, and she has created a really interesting, well planned world, full of politics (both magical and mundane), power plays and strong, likeable characters, which grow and change plausibly with every new installment. I really enjoy Mercy Thompson series, to the point of having all the books in the same ACE edition (hardcovers mostly) on my shelves. And that says a lot, considering the limited space I have there as well as my addiction to Kindle. I never got hooked on Alpha and Omega novels though – they are not enough action-packed and definitely too much introspectively romantic, wish-fulfilling and politically correct for my barbaric tastes. That said, let’s start from the beginning.

Those who read Briggs probably know that Alpha and Omega novels are set in the same world as Mercy Thompson series – they just follow a different set of characters, mainly Charles Cornick, the younger son of the Marrok, the head of all US werewolves, and Anna Cornick, Charles’ wife.

We have known Charles from Mercy’s point of view, as a person who scares even her, and this really does take some serious effort. He is tall, enigmatic bordering on unreadable, highly mysterious, has his own shaman magic and he takes care of all the dirty work the Marrok has. Which is, as you can expect, quite a lot.

Continue reading “Patricia Briggs, Dead Heat (2015)”

Nagroda Priapa

Nagroda Priapa Czyli dlaczego w fantastyce definicja kobiety wyzwolonej tak często zawiera komponent dzikiego seksu ze wszystkim, co się rusza.

Post Piotrka o Artesii był wprawdzie katalizatorem tego wpisu, ale powyższe pytanie zadaję sobie już od dawna. Fantastyka, jak zresztą i inne gatunki literackie, nie oszukujmy się, pełna jest przedmiotowych ujęć silnych kobiet. Jak to możliwe? Przecież to niemal oksymoron: „silna kobieta” jako przedmiot. Pewnie, jak zwykle, dużo zależy od przyjętej definicji. Kobieta silna wedle mojej definicji powinna mieć kilka bardzo konkretnych cech (kolejność nie ma znaczenia): inteligencję, wewnątrzsterowność, umiejętność podejmowania decyzji (nawet złych), samorządność, odpowiedzialność, zdolność do rozwoju i poznania samej siebie. Czasami do tego może skopać parę tyłków, ale nie jest to warunek konieczny ani tym bardziej wystarczający. Innymi słowy – na tak pojętą “siłę” składają się cechy nie mające absolutnie nic wspólnego z płcią. Płeć nie ma znaczenia – ważna jest osoba.

Tak czy inaczej, to wręcz zaprzeczenie przedmiotowego ujęcia kobiet, w którym traktowane są jako kukiełki rządzone instynktem, popędami i twardą ręką silnego mężczyzny. Problem w tym, że we współczesnej literaturze topos „silnej kobiety” stał się stereotypową formą, czy wręcz foremką, w którą wciska się wszystko: wystarczy, że kobieta jest np. silna fizycznie, była w wojsku, zna sztuki walki, uprawia „trash talk”, albo przynajmniej radośnie, bez zobowiązań i wielkiej wybredności uprawia nieokiełznany seks.  Żeby nie brzmieć jak stara babcia, wspominająca (lepsze) czasy swojej młodości – zdaję sobie sprawę, że przedmiotowe postrzeganie płci żeńskiej istniało w kulturze zapewne od tego samego momentu, w którym pojawił się topos „silnej kobiety”. Czyli od samego początku 🙂 No chyba, że przyjmiemy tę lekko spiskową teorię dziejów, mówiącą, że pierwotne ludy rolnicze jak jeden mąż wyznawały wiarę w Boginię Matkę, i dopiero potem hordy kapłanów monoteistycznych religii osiągnęły paternalistyczną hegemonię kulturową i z sukcesem wymazywały przez wieki wszystkie pozostałości tego kultu…

Continue reading “Nagroda Priapa”

Don’t judge a book by its cover…

… czyli pozory mogą mylić. Mogą, ale nie muszą. Myślę, że nie wywołam wielkich kontrowersji stwierdzeniem, że okładka książki jest jej niezwykle istotnym elementem dla każdego czytelnika (papierowej wersji). W idealnym świecie okładka powinna choćby w minimalnym stopniu odzwierciedlać zawartość – informować odbiorcę o tym, czego może się spodziewać, sięgając po daną publikację. I bynajmniej nie mówię tu o precyzyjnym rysowaniu zawartości na okładce każdej książki, a raczej o kreowaniu pewnego nastroju, klimatu odpowiadającego treści. Sztandarowym przykładem błędu twórcy sztuki okładkowej jest czworo oczu Dwukwiata na okładce „Koloru magii” autorstwa Jacka Kirby’ego, dobrze znanego wszystkim fanom komiksów [1].

the-colour-of-magic-1

A zarazem jego okładki, pełne nasyconych barw, humoru i drobiazgowo nakreślonych, szalonych postaci, dla wielu stanowią idealne odzwierciedlenie charakteru Świata Dysku. Po śmierci Kirby’ego zaszczyt projektowania okładek dla Terry’ego Pratchetta przypadł Paulowi Kidby’emu (podobieństwo nazwisk raczej przypadkowe, choć z Pratchettem nigdy nie wiadomo ;)). Kidby zachował większość palety Kirby’ego, podziela też jego zamiłowanie do szczegółu – a zarazem tworzy zupełnie odmienne, autorskie dzieła.

librarian-Kidby

Continue reading “Don’t judge a book by its cover…”